kolektyw

FlatOut: Ultimate Carnage - recenzja

| 20.09.2008

Apokalipsa według Bugbear Entertainment

FlatOut ma dość mocną pozycję na rynku gier komputerowych. Wszystko dlatego, że tak naprawdę seria praktycznie nie ma konkurencji w kategorii zręcznościowych wyścigów o charakterze nastawionym na czystą rozrywkę oraz maksymalną "rozwałkę". Gdyby wziąć pod uwagę ogół rynku, to można byłoby zestawić ten tytuł z konsolową serią Burnout. Tym bardziej, że na początku przyszłego roku ma ona po raz pierwszy w historii zawitać na PC, pod postacią najnowszej jej części zatytułowanej Paradise. I to właśnie jej przeciwnikiem w ringu będzie recenzowany przez nas FlatOut: Ultimate Carnage, w Polsce przemianowany na FlatOut: Apokalipsa.

Z Apokalipsą jest zresztą taka ciekawa sprawa, że praktycznie rzecz biorąc, jest to pecetowa konwersja Xboksowej konwersji FlatOut 2 z PC. Prawda, że zagmatwane? Innymi słowy, była sobie druga część FlatOut, którą podrasowano i jako Ultimate Carnage wydano na Xbox 360. Następnie zrobiono jej konwersję i ponownie wydano w wersji na komputery. Gdyby więc pokusić się o dodanie do tytułu numerku oznaczającego część serii, najodpowiedniejszą nazwą dla produkcji byłoby FlatOut 2 i ½... I nawet to mogłoby być znacznie przesadzone. Dlaczego? O tym więcej w dalszej części tekstu.

Paweł "Zaix" Pochowski

"Mistrz Destrukcji"

Pierwsze skrzypce w trybach rozgrywki należą oczywiście do kariery. Startujemy w niej w trzech klasach wyścigowych, w których ścigamy się odpowiednio: starymi złomami (klasa derby), autami wyścigowymi oraz samochodami "ulicznymi", za którą to nazwą kryją się wozy poddane tuningowi. Każda klasa składa się z cyklu zawodów - po kilka startów każde - oraz takiej samej liczby imprez specjalnych, które opiszemy dalej. Ponadto każda z kategorii dzieli się na trzy poziomy o rosnącym stopniu trudności, a po odblokowaniu każdego z nich dostajemy dostęp do nowych maszyn. Dzięki temu dość często wymieniamy swojego "demona prędkości" i nie odczuwamy znudzenia związanego z ciągłym prowadzeniem tych samych "czterech kółek".

Wyścigi, w których bierzemy udział, są jedyne w swoim rodzaju. Jest to zacięta walka na trasie, w której dwunastu zdeterminowanych kierowców robi wszystko, by wygrać, a przy okazji jak najbardziej rozwalić auta przeciwników. Dlatego właśnie zmagania przypominają prawdziwą apokalipsę oraz jeden wielki chaos, który niczym potężne tornado przechodzi przez wytyczony szlak i zostawia wręcz ogromny bajzel. Co więcej, wszystkie zachowania z gatunku destrukcyjnych są jak najbardziej przez grę nagradzane - wliczając w to zarówno rozwalanie płotów, ścinanie znaków, niszczenie postronnych samochodów, ogródków, szklarni czy stodół, jak i sklepów, stacji paliw, centrum handlowego, a nawet całych miast. Im więcej bałaganu i szkód narobimy, tym lepiej. A że zniszczeniu poddaje się ¾ tego, co znajduje się na torze (wyłączając jednak domy i inne większe budynki), to ta wspaniała demolka przyciąga nas do ekranu jak zahipnotyzowanych.




Oczywiście uszkadzanie "wrogów" jest wręcz z góry nakazane, a przede wszystkim opłacalne. Od lekkich przywaleń i uderzeń, przez dachowania, "loty przez szybę" (sytuacja, w której popchnięte przez nas auto zatrzymuje się na przeszkodzie, a jego kierowca jest wyrzucany przez przednią szybę), aż po całkowitą kasację "wroga" - wszystko to ma swoją ustaloną cenę i po każdym wyścigu jest podsumowywane, a następnie gra wypłaca nam należną kwotę. Dodatkowo po każdych zawodach przyznawane są cztery specjalne nagrody pieniężne w kategoriach: najlepszy kasownik, mistrz destrukcji, najszybsze okrążenie oraz buldożer. Właśnie dlatego podczas jazdy, oprócz dojechania na jak najwyższym miejscu, liczy się także rozwalanie otoczenia i uderzanie w auta przeciwników.

Jeszcze słowo odnośnie naszych rywali: twórcy zastosowali bardzo ciekawy zabieg z personalizacją przeciwników. Nadali im imiona, osobne historie, charaktery oraz - ponoć - sposoby kierowania autami. To ostatnie działa średnio, dobrze widoczny jest jedynie podział na tych bardziej oraz mniej utalentowanych kierowców - za to już np. agresywni są wszyscy mniej więcej na tym samym poziomie. Dzięki temu rozgrywka nabiera często nowego charakteru: gdy spotykamy na drodze wyjątkowo nielubianą przez nas osobę, często przestajemy martwić się pozycją w wyścigu, a zaczynamy tym, by wepchnąć ją na najbliższe drzewo. I odwrotnie, gdy sami staniemy się ofiarą takiego zabiegu, często zemsta staje się priorytetowym zadaniem. Rozgrywka ma wtedy zupełnie inny smak.

Części zamienne

Zarobione pieniądze przeznaczamy albo na zakup nowej fury, albo na modyfikację części w obecnej. Jest to o tyle ważne, że przeciwnicy także ulepszają swoje wozy albo wymieniają je na nowe. Jeżeli więc nie chcemy zostać w tyle, musimy zajrzeć do swojej kieszeni. Ta jest na szczęście dość głęboka, bowiem zarabiamy wystarczająco dużo - a nawet gdy jakimś dziwnym sposobem zdarzy się, że cierpimy na brak gotówki, to zawsze można wystartować ponownie w którejś z zaliczonych już imprez.

Aut w grze jest ponad trzydzieści. Reprezentują różne rodzaje, więc ścigać się możemy zarówno półciężarówkami, wielkimi SUV-ami, jak i amerykańskimi klasykami czy japońskimi sportówkami. Co ważne, każde z nich ma inne właściwości jezdne i inaczej się prowadzi oraz ma zróżnicowaną moc silnika. Jak to zwykle bywa, samochody nie są licencjonowane, jednak wyraźnie widać, że były wzorowane na naprawdę istniejących modelach. Co do modyfikacji, jakie możemy w nich wprowadzać, to istnieje możliwość wymiany części w takich kategoriach, jak silnik, skrzynia biegów, rura wydechowa, zawieszenie, opony i hamulce oraz karoseria. Ulepszone podzespoły mają wyraźny wpływ na prowadzenie oraz moc pojazdu, dzięki czemu często nie musimy kupować nowej bryki, bowiem ulepszony staroć nabiera nowych sił.

Co do modelu sterowania, to jest on idealnie dopasowany do gry o typowo zręcznościowym charakterze. Z jednej strony jest na tyle prosty, byśmy bez najmniejszego problemu mogli kierować samochodami za pomocą klawiatury. Z drugiej - wymaga od nas skupienia się na tym, co robimy, i bynajmniej nie pozwala na wchodzenie w zakręty na pełnym gazie. To w dużej mierze właśnie dzięki niemu rozgrywka jest tak szalenie grywalna i wciągająca, ponieważ prowadzenie samochodu daje prawdziwą przyjemność.


Gramy w kręgle? Będziesz kulą...

Kariera nie jest jedynym z trybów rozgrywki. Drugim, również ciekawym, jest "tryb rozwałki" w którym stajemy przed szeregiem wyzwań oraz ciekawych minigierek. Np. jadąc w wyścigu, musimy zdobyć odpowiednią ilość punktów za zniszczenia lub wygrać czasówkę czy derby destrukcji. Jest też spora ilość zawodów inspirowanych sportem. Dla przykładu gramy w kręgle/ koszykówkę/ rzutki/ bejsbol/ piłkę nożną, a nasz wystrzelony przez przednią szybę kierowca robi za kulę, piłkę czy co tam akurat potrzeba.

Bierzemy też udział w skokach narciarskich oraz wzwyż, curlingu oraz puszczaniu kaczek na wodzie i zawsze nasze wirtualne alter ego ma w nich główną rolę, dostarczając nam tym samym sporej ilości frajdy i śmiechu. Idealnie nadają się te zawody do rozgrywek ze znajomymi, tym bardziej, że twórcy wprowadzili nawet specjalny imprezowy tryb, w którym na zmianę bawić się może aż do ośmiu graczy! Ekstra sprawa. Oprócz tego we FlatOut: Apokalipsa możemy także włączyć pojedyncze zawody oraz rozgrywkę przez Internet. Zawsze to lepiej rywalizować z żywymi kierowcami niż ze sztuczną inteligencją.

"Pieerduuuttt"! I z auta został tylko drut...

Kolejnym świetnym aspektem Apokalipsy jest model zniszczeń. Jest on bardzo zaawansowany, dzięki czemu każde uderzenie w zależności od siły i kąta pozostawia różne wgniecenia i w odmienny sposób działa na auto, przez co nasz samochód za każdym razem może wyglądać inaczej. Przygotujmy się jednak na to, że tak czy siak będzie wyglądało niczym po porządnym zderzeniu z ciężarówką - i to kilka razy z rzędu. Dodatkową atrakcją są odpadające części. Bez większego problemu możemy minąć linię mety bez maski czy drzwi. Gdy nasza bryka jest już naprawdę mocno poturbowana, możliwe jest nawet odpadnięcie kół czy poważne uszkodzenie silnika. Auto jeździ już wtedy o wiele gorzej, a najmniejsze nawet uderzenie może pozbawić nas możliwości ukończenia wyścigu. Zresztą co tu dużo pisać - spójrzcie na screeny dołączone do tekstu, one powiedzą znacznie więcej na ten temat.

To wszystko jest możliwe dzięki dość dobrze działającej fizyce. To dzięki niej rozwalanie środowiska oraz aut przeciwników wygląda tak efektownie i daje tyle frajdy. Oczywiście nie jest pozbawiona pewnych mankamentów, m.in. czasami natrafimy na przenikające się nawzajem rzeczy, a nader często jesteśmy świadkami "przyklejania się" obiektów do naszej maski. Popychamy je wtedy do przodu z prędkością ponad 100 czy nawet 200 kilometrów na godzinę i musimy się nieźle natrudzić, by takiego pasażera na gapę zgubić. Ponadto kierowca po wypadnięciu z samochodu zachowuje się zupełnie jak pozbawiona życia kukła. Są to jednak niedociągnięcia mające mniejsze znaczenie dla rozgrywki. Model fizyki nie działa bowiem perfekcyjnie i już na pierwszy rzut oka widać w nim trochę niedociągnięć, jednak daje nam dużo zabawy i do zręcznościowej produkcji pasuje jak ulał.

Obraz jak malowany...Grafice także nie można wiele zarzucić. W stosunku do dwójki została ona mocno podrasowana, dzięki czemu wygląda jeszcze lepiej. Co prawda nie trzyma poziomu najnowszych, wydawanych obecnie produkcji, ale czy to źle? Jeżeli i tak wygląda bardzo dobrze oraz cieszy oko, a dzięki temu gra nie ma wymagań z kosmosu... Chyba można jej to wybaczyć.


Lokacje są bardzo dopracowane. Niezależenie od tego, czy ścigamy się akurat w mieście, w wiosce, w lesie, na torze wyścigowym czy w jesiennym parku, zawsze widać wysoką dbałość o szczegóły. Dzięki temu naprawdę czujemy, iż akurat w danym miejscu jesteśmy. Innymi słowy, środowiska są bardzo klimatyczne. Cieszą szczególnie takie efekty, jak pięknie wykonany kurz spod kół czy oślepienie naszych oczu przez słońce. Także auta wykonane są bardzo ładnie i ze sporą dbałością o detale, a ich model zniszczeń jest jednym z najfajniejszych, jakie do tej pory na PC widzieliśmy. Z trasami jest za to inny problem: stworzono ich trochę za mało, przez co mamy wrażenie, że jeździmy ciągle po tych samych. Ratuje nas wtedy to, że dość często wymieniamy samochód, bowiem rozgrywka wygląda dzięki temu trochę inaczej i przymykamy oko na ściganie się po raz kolejny w znanym nam już miejscu.

Na pochwałę zasługuje także strona audio, a szczególnie soundtrack. Podczas rozgrywki słuchamy lekkich rockowych numerów, które dość dobrze wpasowują się w charakter zabawy i sprawiają, że jest ona jeszcze przyjemniejsza. Podobnie odgłosy aut oraz zderzeń, które wykonane są dobrze i cieszą nasze ucho - a nawet oboje.

FlatOut 2 i ½?

Podsumowując, FlatOut: Apokalipsa jest świetną produkcją, która dostarcza wielu godzin pysznej zabawy, wypełnionej po brzegi zaciętą walką z przeciwnikami oraz destrukcją otoczenia. Tytuł ma wysoką grywalność i szczególnie wyśmienicie smakuje w mniejszych dawkach, bowiem mniej nam wtedy przeszkadzają powtarzające się tory. Ma jednak jedną, ale za to ogromną wadę - w 85% prezentuje to samo jak to, co widzieliśmy już we FlatOut 2. Tyczy się to kariery, tras, samochodów, części przeciwników czy dodatkowych trybów rozgrywki i mini-gierek... czyli praktycznie wszystkiego, co najważniejsze. Dlatego właśnie zakup Apokalipsy dla posiadacza poprzedniej części jest totalnie i całkowicie nieopłacalny! Więcej, posiadacz "dwójki", który kupi tegoroczną część, ma najpełniejsze prawo do czucia się nabitym w butelkę i oszukanym - bo chyba dokładnie to próbują zrobić twórcy, wciskając nam po raz kolejny to samo, tyle że w lepszej oprawie i pod inną nazwą, a żądając za to standardowej ceny jak za nowość. Oprócz ulepszonej grafiki nie ma tutaj tak naprawdę niczego, co mogłoby ponownie przyciągnąć do ekranu gracza, który nabył FO2. Jeśli więc masz już poprzednią część - czuj się tak, jakbyś miał i tę. Jeżeli natomiast koniecznie chcesz mieć także Apokalipsę - poczekaj, aż stanieje. Reszcie graczy, którzy jak do tej pory kontaktu z serią nie mieli, jak najbardziej zakup polecamy, i to od razu. Jedynie oni się nie rozczarują, a do tego będą zakupem wyjątkowo usatysfakcjonowani.

Zdaniem Zaixa: FlatOut: Apokalipsa jest dość dziwną produkcją, bowiem z jednej strony oferuje nad wyraz wysoką grywalność i bardzo dobrą stronę techniczną, ale z drugiej jest niczym więcej niż próbą sprzedania po raz kolejny wypuszczonego już wcześniej tytułu. Ja grałem w oba. Porównując je, mogę z całą pewnością powiedzieć, że Apokalipsa jest lepsza od "dwójki", a to za sprawą podrasowanej grafiki oraz kilku drobnych zmian. Jednak cała reszta, a więc jakieś 85%, jest wręcz identyczne jak w poprzedniej odsłonie. Fanom serii polecam odpalenie po raz kolejny FlatOut 2, a jedynie nowo zainteresowanych tematem z czystym sumieniem odsyłam do sklepowych półek po przetestowany przeze mnie produkt. Bugbear Entertainment? Level down.
Komentarzy: 5. Wyświetlanie: wszystkie
Benson180Dodany: 19 sierpnia 2011 o 17:42
Gra udowadnia jak wygląda cieply kotlet,bo to samo ino co w dwojce,tylko grafika troche lepszaa.Model jazdy czysto arcade,bez symulacji,zniszczenia mocne i pełne.6/10,oto moja wycena gry!!!
PedroDodany: 03 lutego 2010 o 17:22
mam FlatOut 2 i chwale go bo fajny
MarcelinkaDodany: 14 czerwca 2009 o 10:44
...a pokazał Ci jak powinnaś robić kiełbę?
MKRavenDodany: 02 stycznia 2009 o 23:03
A jak dla mnie kicha i już wielokrotnie odgrzewany kotlet. Tak bawiła mnie przez może 4h gry. Przynajmniej grafika jest dobra ;) .
MarcelinkaDodany: 30 listopada 2008 o 23:00
Śliczna gra dużo ładniejsza niż na screenach , chłopak mi pokazał jak śię w nią gra , jedyna samochodówka i chyba gra w którą lubię grać. Pozdrawiam wszystkich czytelników wortalu MotoGames.
Proszę włączyć obsługę plików COOKIES w przeglądarce i odświeżyć stronę.
www.gram.pl
Copyright © MotoGames. Wszystkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie do tekstów oraz materiałów zawartych w serwisie należą do kierownictwa serwisu MotoGames, zabrania się ich kopiowania bądź użytkowania w jakiejkolwiek formie bez zgody kierownictwa serwisu pod groźbą wstąpienia na drogę prawną.